We Earn Commissions If You Shop Through The Links On This Page

Odkryj swoją następną lekturę: kompleksowy przegląd wyjątkowych funkcji i zalet Legimi.pl

gegimi logo

Czas zacząć sezon książkowych spotkań! Już w piątek rozpoczynają się Poznańskie Targi Książki. Święto miłośniczek i miłośników książki w każdym formacie. Już teraz możecie zacząć targową przygodę z nami! Mamy dla was małe zadanie: pokażcie w jaki sposób i dlaczego warto korzystać z synchrobooków. Wrzućcie filma na TikToka i oznaczcie nas @czytamzLegimi oraz dodajcie hashtagi:

Pojedynczo zazwyczaj zdziałać możemy niewiele, ale wspólnie… góry da się przenosić. Dlatego właśnie, po kilku latach przerwy, ponownie prosimy o poświęcenie kilku minut i wypełnienie anonimowej ankiety, dzięki której dowiemy się co nieco na temat naszej czytelniczej społeczności.

Pytamy o częstotliwość i sposób korzystania z Legimi, oczekiwania wobec rozwoju serwisu www i aplikacji, o to, co się Wam podoba, ale też o elementy, które powinniśmy poprawić. Do wypełnienia ankiety zapraszamy wszystkie osoby, które korzystają z abonamentu – niezależnie od tego, czy jest to subskrypcja płatna, aktywowana za pomocą vouchera prezentowego, dostęp biblioteczny, czy też firmowy.

Będziemy niesłychanie wdzięczni za podzielenie się z nami opinią do 12 lutego. Z góry dziękujemy!


Cały problem tworzenia we własnym zakresie ebooka z treścią zakupionej książki, wynika z faktu, że kupując książkę w sklepie – nie kupujemy prawa do samej treści książki, a jedynie nośnik, który pozwala się z tą treścią zapoznać. Oznacza to, że jako czytelnik nie posiadamy żadnych praw do dalszego rozpowszechniania samej treści ani czerpania z niej dla siebie korzyści finansowych. Możemy sprzedać dalej sam przedmiot jakim jest zakupiona przez nas papierowa książka, ale nie wolno np. sprzedawać w sklepie wykonanych przez nas jej kserokopii, ani udostępniać publicznie jej skanu.

Dlaczego tak jest?

Autorskie prawa majątkowe do książki
Żeby wyjaśnić jakie konkretnie działania będą legalne a jakie nie, musimy w pierwszej kolejności przybliżyć sobie istotę prawa autorskiego.

Autor, który wymyślił i utrwalił swój utwór, niezależnie od dopełnienia jakichkolwiek formalności, posiada względem swojej książki autorskie prawa osobiste – czyli np. prawo do autorstwa utworu, nadzoru nad sposobem korzystania z utworu – oraz autorskie prawa majątkowe, czyli przede wszystkim uprawnienie do rozporządzania utworem i pobierania wynagrodzenia za korzystanie z niego przez inne osoby.

Osobistych praw autorskich nie można nikomu sprzedać: twórca książki zawsze będzie mianował się jej autorem, ma również prawo do tego, by treść przez niego utworzona nie była zmieniana po jej pierwszym udostępnieniu. Z drugiej strony, prawa majątkowe są zbywalne. Autor może przenieść na kogoś innego (np. na swojego wydawcę) prawo do rozpowszechniania jego książki i pobierania wynagrodzenia za korzystanie z utworu. W tym zakresie autor może również udzielić takiemu innemu podmiotowi licencji (czyli upoważnić ten podmiot do rozpowszechniania jego książki przez pewien – określony, lub nieokreślony – czas).

W założeniu autorskie prawa majątkowe dają monopol na czerpanie zysków z utworu: każdy, kto chciałby później wykorzystać go dla siebie – np. użyć piosenki w reklamie, obrazu na swojej stronie internetowej, treści książki w celu wykonania ekranizacji – musi zdobyć zgodę uprawnionego oraz zapłacić mu za to wynagrodzenie.

W naszym przypadku pytanie brzmi, czy utrwalenie kupionej przez nas książki w postaci elektronicznej nie będzie naruszało autorskich praw majątkowych danej osoby uprawnionej.

Granice monopolu na zarabianie na utworze
Monopol ma pewne ograniczenia, które są zdroworozsądkowym kompromisem między interesem uprawnionego, interesem zainteresowanej osoby trzeciej (nas – kupującego egzemplarz książki) a interesem publicznym.

Jednym z takich wyjątków jest dozwolony użytek osobisty: wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu, pod warunkiem, że robi się to tylko na potrzeby własne lub osób pozostających z nami w związku osobistym (to w szczególności krewni, powinowaci oraz osoby pozostające z nami w stosunku towarzyskim – bardzo szeroka ustawowa[1] definicja). Oznacza to, że nie musimy prosić uprawnionego o zgodę ani płacić mu za każdym razem, gdy chcemy np. pożyczyć książkę przyjacielowi, a nawet nagrać siostrze płytę z kupionym przez nas w Internecie plikiem muzycznym.

Możemy zatem skopiować również treść kupionej przez nas książki na nośnik multimedialny i korzystać z niej w formie ebooka. Nie zabrania się kopiowania utworów jeśli tylko w udostępnionym egzemplarzu są wymienione imię i nazwisko twórcy oraz źródło utworu, a przede wszystkim nie przekroczono granic dozwolonego użytku

Gdzie leżą granice dozwolonego użytku?
Dozwolony użytek nie może naruszać normalnego korzystania z utworu lub godzić w słuszne interesy twórcy. Jakkolwiek enigmatycznie by nie brzmiał ten zapis, oznacza on w praktyce przede wszystkim, że nie możemy odbierać autorowi zysków, które mu się należą ani czerpać z tytułu wykorzystania przez nas książki żadnych zysków dla siebie.

Dla przykładu, w związku z ebookami warto wspomnieć ostatni wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z dnia 19 grudnia 2019 r. (C-263/18), w którym uznano, że używanych ebooków – w przeciwieństwie do książek papierowych – ich właściciele nie mogą dalej odsprzedawać. Zwrócono uwagę, że wydania papierowe niszczeją z czasem i tracą swoje właściwości, podczas gdy zapis cyfrowy zawsze pozostanie w takim samym stanie, nawet jeśli był już używany przez kogoś innego. Zdaniem sądu równoległy rynek utworów używanych byłby więc za dużym zagrożeniem dla interesów osób posiadających prawa autorskie majątkowe do sprzedawanych książek.

Wyrok budzi wiele wątpliwości – np. dlaczego kupując egzemplarz w księgarni staję się jego właścicielem, a kupując kopię cyfrową o tej samej treści jestem tylko licencjobiorcą i to w bardzo ograniczonym zakresie – przy czym warto wspomnieć, że w odrębnym orzeczeniu Trybunał nakazuje traktowanie sposobu przekazywania danych przez program online analogicznie do wydania nośnika materialnego zawierającego te same informacje.[3] Problem jest zatem złożony, ale możemy przyjąć, że obecnie w odniesieniu do ebooków linia orzecznicza będzie zgodna z wyżej wspomnianym wyrokiem TSUE w sprawie C-263/18.

W przypadku samodzielnego przygotowania ebooka – tylko i wyłącznie dla swoich indywidualnych potrzeb – nie musimy zatem martwić się, że nasze działanie naruszy czyjekolwiek autorskie prawa majątkowe, o ile nie będziemy skopiowanej treści udostępniać dalej.

Must Read